|
wtorek, 17 sierpnia 2010
Brak recepty...
Dotarło do mnie, w jakim psychicznym stanie jestem. Służbowa rozmowa ze starszą panią, sympatyczną zresztą. Kawa i tematy zawodowe. Ważne, wymagające przemyślenia. Rozmawiamy o sytuacji, która jest prawnie zagmatwana, niejasna, nie ma z niej wyjścia bez strat, a próba ich minimalizacji stanowić może dla postronnych dowód, że winny jest ten, który de facto jest poszkodowany. Brak działań zabezpiecza nie tych, którzy są warci pomocy, działania przynoszą straty, ale przede wszystkim temu, który stał się ofiarą. Pasztet. Analizujemy sprawę i dochodzimy do jakichś wniosków, raczej osobnych. Pojawiają się wątki poboczne, ciekawe, bardziej osobiste. Po godzinie mam zamiar wyjść, ale zostaję zatrzymana i przystaję na to. Kolejna dobra kawa, a my luźno rozmawiamy. Słyszę osobistą historię, dorzucam coś o swojej. Zdumienie rozmówczyni, zupełnie inaczej mnie postrzegała. Coś we mnie pęka i mówię, mówię, a łzy spadają same. Wyszłam po kilku godzinach, czując się jak po wizycie u psychoanalityka. Bez recepty na życie, ale nieco odblokowana. W tej służbowej sprawie wiele zrobić nie można. W moje własnej… również. Ale warto było porozmawiać.
niedziela, 15 sierpnia 2010
Stalking?
Ex obrał nową strategię. Uprawia swoisty stalking. Kupił sobie telefon na kartę i wysyła smsy. Ile ich dokładnie wysłał, nie wiem. Podaje swoje nazwisko, prosi, by odbiorca nie rujnował swojego małżeństwa, skoro zniszczył już jego. Trafił w dziesiątkę, bo sms otrzymał On. Przeczytałam, oniemiałam. Nie rozumiem zasady działania. Skoro ujawnia się, po co inny numer? Mam zamiar porozmawiać z nim dziś, choć w zasadzie nie wiem, co powiedzieć. Jest rozgoryczony i rozżalony, że odeszłam. Musiałam. Zdradziłam. Przed rozwodem wielokrotnie namawiał mnie do leczenia psychiatrycznego, uznając, że tylko w ten sposób mogę zrozumieć, że wszystkie nasze problemy wynikają z mojej choroby.
środa, 11 sierpnia 2010
Trudny powrót
Od jutra już kategorycznie muszę być w pracy, choć teoretycznie mam urlop jeszcze przez ponad tydzień. Cóż, bywa. Te kilka dni niby urlopu spędziłam na niewychodzeniu. Nigdzie. Czytałam zawzięcie. W zasadzie wszystko, co mi wpadło w ręce. Wtapiając się w iluzoryczny świat, zapominałam o własnym. Czasem wyrywał mnie z tej bezpiecznej przestrzeni telefon. Udawało mi się jednak pozostać w oddaleniu. Dziś jednak dopadła mnie ponura świadomość. Koniec. Muszę jutro iść i zmierzyć się ze światem. Od dawna nie udawało mi się aż tak daleko od niego odejść. Powroty były wtedy łatwiejsze. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
DRUGA JA
POTRZEBA SERCA
Szablon_team
ZAGLĄDAM
ZERKAM
Tagi
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||